Tottenham 3:1 Leicester

0
39
views
AFP PHOTO

W niedzielnym spotkaniu 26. kolejki Premier League, Tottenham zwyciężył z „Lisami” 3:1.

Spotkanie rozpoczęli gospodarze, którzy od początku zamierzali przycisnąć rywala i stworzyć zagrożenie pod jego bramką. Nie sprawili jednak kłopotu Schmeichelowi.

W 8. minucie niepilnowany Maguire uderzył głową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, jednak Lloris był na posterunku. Już minutę później francuskiego bramkarza mógł pokonać Barnes, po tym jak Tielemans posłał mu prostopadłe podanie z głębi pola, jednak Anglik chybił celu.

W 18. min Son zagrał w lewą część pola karnego do wbiegającego Rose’a, ten przełożył piłkę na prawą nogę, lecz jego strzał trafił prosto w bramkarza.

W ciągu kolejnych minut żadna drużyna nie potrafiła zbliżyć się do bramki rywala, aż do 31. minuty, kiedy to Barnes zmarnował kolejna okazję. Po zagraniu Chilwella, pomocnik miał dużo czasu i miejsca z lewej strony pola karnego. Zszedł do środka i próbował strzelać w krótki róg bramki, lecz trafił obok słupka.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą. W 33. min dośrodkowanie z głębi pola po rozegraniu rzutu rożnego posłał Eriksen, a Sanchez pokonał Schmeichela potężną główką.

Oba zespoły nie stworzyły już sobie groźnych okazji do końca pierwszej połowy. Oglądaliśmy za to dużo walki w środku pola, która tylko upewniła widzów, jak bardzo obie strony są zaangażowane w mecz.

Drugą połowę goście rozpoczęli od próby odrabiania strat, jednak początkowo nic z tego nie wynikało. Sytuacja zmieniła się w 58. minucie, kiedy Maddison został sfaulowany w polu karnym przez Vertonghena. Wprowadzony właśnie na boisku Vardy zmarnował jednak rzut karny, a genialną interwencja popisał się Lloris.

Po raz kolejny zmarnowana sytuacja zemściła się. W 63. minucie przepięknym strzałem  sprzed pola karnego popisał się Eriksen, nie dając szans bramkarzowi, który zasłonięty przez obrońców do końca nie widział piłki.

Na tego gola Barnes odpowiedział… niewykorzystaniem stuprocentowej okazji. Anglik dostał prostopadłą piłkę od Vardy’ego, miał dużo czasu i miejsca będąc sam na sam z bramkarzem, trafił jednak w nogę Llorisa.

W końcu udało się trafić do siatki Tottenhamu. Po niskiej wrzutce Ricardo Pereiry z bliska pokonał bramkarza Jamie Vardy, który zrehabilitował się po zmarnowanej jedenastce. Zdobyta bramka dała nadzieję Leicester na wyrównanie, jednak do ostatnich minut Leicester nie udało się zagrozić Llorisowi.

Kropkę nad „i” postawił za to Son Heung Min golem w doliczonym czasie gry. Akcję „Lisów” przerwał w swoim polu karnym Sissoko, natychmiast wybił piłkę do przodu, a biegnący sam na sam Koreańczyk nie zmarnował okazji.

Wynik meczu nie uległ już zmianie. Tottenham pokonał Leicester 3:1, wywierając presję na drugim Manchesterze City, który ma zaledwie dwa punkty przewagi nad Kogutami.